Wiola Maj, redaktorka w projekcie „Zwierzaki Pocieszaki. Podróże Karolka” o swojej pracy i pasji

BUW_2

Redakcja VitWoman: Opowiedz jak wygląda Twoja praca?

Wiola Maj: Jestem redaktorką i korektorką tekstów, najczęściej książek, ale także przemówień, ulotek, wpisów na blogach, artykułów. W dużym skrócie – to praca polegająca na opracowywaniu ich w taki sposób, by można było je opublikować. Na redakcję i korektę składa się bardzo wiele czynności, z reguły nieuświadamianych sobie zarówno przez czytelników, jak i przez piszących. A zatem czytam powierzony mi tekst, starając się wychwycić zamysł jego autora. Zaznaczam fragmenty, które budzą jakiekolwiek wątpliwości interpretacyjne, wyjaśniam przyczyny tego stanu rzeczy i przedstawiam swój sposób rozumienia. A wszystko po to, by autor mógł skonfrontować własne intencje z prawdopodobnym czytelniczym odbiorem.

Jeśli zrozumiałam coś źle, to znak, że na linii nadawca-odbiorca istnieje jakieś zakłócenie, a mówiąc prościej, że coś w tekście zostało napisane w sposób uniemożliwiający jego prawidłowe zrozumienie. I wtedy pomagam w poprawieniu go tak, by czytelnik mógł bez przeszkód poznać właściwe intencje piszącego. Potem znów następuje konfrontacja z autorem i najczęściej stwierdzenie, że wszystko jest w porządku. Jeśli nie jest – cały proces powtarza się od nowa. Ale to zaledwie ułamek redakcji. Bo jednocześnie badam spójność wszystkich elementów, konstrukcję zewnętrzną i kompozycję wewnętrzną, adekwatność stylistyczną, funkcjonalność ewentualnych środków artystycznych (np. czy przekroczenie normy językowej ma widoczny cel i w związku z tym nie jest zwyczajnym błędem).

Dodatkowo muszę ustalić, czy wszystkie elementy fabuły (także te najbardziej szczegółowe) są w całej książce, i ewentualnie w kilku jej tomach, zgodne, np. czy ulubionym kolorem bohaterki jest przez cały czas niebieski lub czy postać drugoplanowa jest w każdym rozdziale wujkiem czworga siostrzeńców, o ile w przebiegu wydarzeń nie nastąpił tu przyrost naturalny.

Oprócz tego wykrywam i poprawiam błędy językowe, a więc gramatyczne, ortograficzne i interpunkcyjne. Jednocześnie dbam o właściwe ukształtowanie edytorskie tekstu, na przykład o kształt językowy tła dialogowego, ale też o wiele innych spraw, by redaktor techniczny nie urwał mi głowy. No i oczywiście tłumaczę autorowi zasadność dokonywanych zmian, bo w przeciwnym razie będzie on miał poczucie nieuzasadnionej ingerencji, a tak być nie może.

Po tym etapie książka (lub inny tekst) idzie do składu, następnie konsultuję poprawki korektorskie – ponieważ po składzie dokonuje się jeszcze dwóch niezależnych korekt. Wszystko po to, by nikt z osób opracowujących tekst za bardzo się z nim nie zżył, gdyż w ten sposób utraci dystans, a tylko dystans pozwala wychwycić usterki. Praca redaktora jest pasjonująca. Choć wyczerpuje, to jednak stanowi źródło wielkiej satysfakcji. Polega przecież na współtworzeniu ostatecznego kształtu dzieła literackiego.

 

Redakcja VitWoman: Jakie powieści czytasz i którzy pisarze najbardziej Cię inspirują?

Wiola Maj: Hm, czytam powieści zawodowo. Ale zacznę od samego słowa „inspiracja”. Dziś wielu – chyba celowo – wypacza jego właściwe znaczenie, używając go w sytuacjach, które śmiało można nazwać plagiatem. Z uwagi na to, że sama pisuję, a także redaguję książki innych autorów, chciałabym zdecydowanie odciąć się od takiego rozumienia pojęcia inspiracji. W rzeczywistości oznacza ono bowiem źródło natchnienia, bodziec powodujący twórcze, a więc w pełni własne i oryginalne, działania – pisarskie, czy jakiekolwiek inne.

Plagiat nie jest efektem inspiracji, to zwykłe ściąganie. Z inspiracji nie wynika także naśladownictwo, nawet jeśli nie ma cech plagiatu. Inspiracja to coś o wiele bardziej nieuchwytnego, raczej stan, kiedy pod wpływem czytania cudzej twórczości uruchamia się własna wyobraźnia, tok myśli, a dalej wszystko idzie już własną ścieżką. Takim źródłem bywają dla mnie powieści, ale także opowiadania oraz wiersze, ulubionych autorów. A należy do nich bez wątpienia nieco już (niesłusznie!) zapomniany i mało (jeszcze bardziej niesłusznie!) czytany Jarosław Iwaszkiewicz.

Wiem, jestem mało oryginalna, ale „Sława i chwała” to dla mnie powieść wszech czasów jeszcze od studiów i nic się w tym względzie nie zmieniło. Podobnie myślę o opowiadaniu – tu znów jestem mało oryginalna – „Panny z Wilka” tego samego autora. Iwaszkiewicz to jednocześnie bardzo dobry poeta, co ma swoje znaczenie i dla jego prozy. Dyscyplina języka, doskonały warsztat, precyzja i ta nieuchwytna poetycka mgiełka, unosząca się między wierszami w jego prozie – to wszystko składa się na doskonałe w moim odczuciu piękno literatury. Wiem, że choćbym bardzo nawet wysoko stanęła na palcach i równie wysoko wyciągnęła ręce, nie dosięgnę poziomu, który wyznaczył. Ale przynajmniej patrzę w górę i na tym właśnie polega moje inspirowanie się twórczością Jarosława Iwaszkiewicza.

Oprócz tego lubię Johna Updike’a, Alice Munro i poetkę Małgorzatę Południak – tę ostatnią odkryłam dla siebie całkiem niedawno. A także bardzo wielu innych autorów, nie ma tu miejsca, by ich wszystkich choćby tylko wymienić (Stasiuk, Bieńczyk czy Michał Paweł Markowski, jeśli chodzi o esej). Chcę jednak wierzyć, że moja powieść jest w jakiś sposób odmienna, że także może wnieść coś oryginalnego do świata książek – bo nie odważę się nazwać swojego pisania literaturą – zbyt wiele to słowo znaczy. Ale dążę, spoglądam w stronę mistrzów.

Redakcja VitWoman: Być może nie wszystkie, ale większość blogerek piszących bajki do książki Zwierzaki Pocieszaki. Podróże Karolka z pisaniem rymowanek miała niewiele wspólnego przed rozpoczęciem pracy nad książką. Zdradź nam, czy bajki wymagały wielu poprawek i jak na Twoje uwagi reagowały autorki?

Wiola Maj: Redagowanie poezji, zwłaszcza poezji dla dzieci, to sprawa tyleż delikatna, co trudna. W grę bowiem wchodzi nie tylko treść i ogólna poprawność językowa, ale także bardzo, bardzo wiele ograniczeń formalnych, ściśle wersyfikacyjnych. Mam na myśli rytm (czyli typ rymów, liczbę sylab i układ akcentów), a także słynną średniówkę, w której istnienie mało kto z nas w szkole wierzył, a z tych, co wierzyli, co najmniej połowa robiła to tylko na słowo, bo nie rozumiała, o co chodzi. Sama do nich należałam.

Średniówka ma ścisły związek z rozłożeniem akcentów w wersie, zaś rozłożenie akcentów wpływa na długość użytych wyrazów po obu jej (średniówki) stronach, nie można robić tego dowolnie, zwracając uwagę tylko na zgodność liczby sylab. Mówię tak i mówię o tych szczegółach nie bez powodu. Jeśli bowiem ma się wyrazić wyobrażoną przez siebie treść, stosując jednocześnie te wszystkie ograniczenia – stoi się przed arcytrudnym zadaniem. I dlatego ja chylę czoła przed wszystkimi autorkami i autorami wierszyków zawartych w książeczce Zwierzaki Pocieszaki, ponieważ oni podjęli to wyzwanie.

Sama nie zdecydowałam się na napisanie własnego tekstu, wolałam poprzestać na redakcji. Wolałam, ponieważ miałam też świadomość, że ta redakcja będzie bardzo czasochłonna. I była, gdyż jako redaktorka musiałam zadbać, by wszystkie wspomniane wyżej ograniczenia były w utworach respektowane, a jednocześnie by nie uronić z pomysłu autorek i autorów ani kropli. A w każdym razie, by utrata każdej najmniejszej kropelki (lub też zamiana jednej na inną) była przez nich zaakceptowana. Przyznaję, że jedne wierszyki wymagały mniejszego, zaś inne większego nakładu pracy. Jednak chcę bardzo mocno podkreślić, że wszyscy bez wyjątku autorzy i autorki podeszli do sprawy redakcji niezwykle profesjonalnie – po prostu jak zawodowi pisarze, a wiem, co mówię, gdyż mam z nimi do czynienia w pracy.

Profesjonalnie, czyli mając w polu widzenia przede wszystkim jak najlepszy efekt końcowy, respektując warunki, jakie utwór musi spełnić, by czytelnik odebrał go zgodnie z intencją poety, a jednocześnie strzegąc idei w nim zawartej. Chciałabym w tym miejscu bardzo gorąco podziękować za tak dobrą współpracę i wyrazić słowa uznania dla idei Zwierzaków Pocieszaków. Cieszę się, że zaproszono mnie do redakcji drugiej edycji, choć w pierwszej teksty opracowywał ktoś inny.

Redakcja VitWoman: Blog to twoja odskocznia czy część pracy?

Wiola Maj: My Slow Nice Life miał być blogiem czysto rozrywkowym w takim sensie, że planowałam go jako rozrywkę dla mnie, bo nie bardzo wierzyłam, że ktokolwiek zechce go czytać. W wieku czterdziestu lat po długiej przerwie urodziłam właśnie trzecie dziecko i chciałam – po wielu latach pracy w szkole i wolontariatu w Fundacji ABCXXI – czegoś własnego, tylko dla siebie, co pozwoliłoby mi wygadać się „w eter”. Okazało się, że ten „eter” to nie taka znowu pustka, a przeciwnie – przestrzeń pełna fantastycznych ludzi.

Na początku jednak wszystko wydawało mi się takim czary-mary, bo jak to: skąd ktoś będzie wiedział, że ja prowadzę blog? Ale dowiedział się, i to nie byle kto, tylko naprawdę znana blogerka, Anna Mularczyk-Meyer, autorka Prostego Bloga. Zawitała do mnie, wpisała się – jako pierwsza! – na listę obserwatorów i – w co po prostu nie mogłam uwierzyć – zacytowała mnie na swoim blogu wraz z linkiem do My Slow Nice Life. No i się zaczęło. Wpatrywałam się przez pół dnia w statystyki, nie wierząc, że to, co widzę, dzieje się naprawdę.

Pochwalę się, że do dziś My Slow Nice Life znajduje się w zakładce „Ulubione” na Prostym Blogu Anny. Ale nie, nie jest to część mojej pracy, pisanie postów wciąż pozostaje dla mnie rozrywką, wciąż stanowi odskocznię i medium, dzięki któremu mogę podzielić się swoimi poglądami, swoim widzeniem różnych spraw. Zajmuję się ideą slow life’u, ale interpretuję ją po swojemu, dość krytycznie analizuję i czasem nie zostawiam na niej suchej nitki. Piszę o radosnym rodzicielstwie właśnie w rytmie slow (zakładka Wychowanie) – i nie opieram się tylko na intuicji, bo od kilkunastu lat jestem koordynatorką kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”, mianowaną przez Rzecznika Praw Dziecka Ambasadorką Mądrego Wychowania (mam nawet stosowny certyfikat :) oraz bywam moderatorką kursów dla rodziców i nauczycieli na Internetowym Uniwersytecie Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej, prowadzonym przez Fundację ABCXXI.

Piszę też o książkach (Czytam sobie), jestem wszak polonistką, o minimalizmie (Dyrdymałki), o idei slow food (Gotuję sobie) i o ograniczeniach towarzyszących jej realizacji w połączeniu ze slow lifem. Jest też zakładka na temat slow fashion (Co w szafie piszczy) – ona także przedstawia mój własny i przekorny sposób patrzenia na modę. Czasem ten mój odmienny punkt widzenia budzi zainteresowanie innych znanych blogerów albo portali. Niekiedy – ale sporadycznie – wykorzystuję blog, by zareklamować usługi redaktorskie.

Polub i udostępnij:

Ocena

User Rating

0 (0 Votes)

Summary

9,8Score

9,8

author-avatar

Zachęcamy do kontaktu wspolpraca@vitwoman.pl

Brak komentarzy do "Wiola Maj, redaktorka w projekcie „Zwierzaki Pocieszaki. Podróże Karolka” o swojej pracy i pasji"

    Skomentuj

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Facebook

    Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress