„Testament mamy” St John Greene – czy warto przeczytać?

W 2005 roku Kate Greene zachorowała na raka. Miała trzydzieści siedem lat. Mimo podjęcia natychmiastowego leczenia, usunięcia piersi, ostrej, wyniszczającej radio- i chemioterapii, nastąpiły liczne przerzuty. „Pewnej nocy naprawdę się przeraziła, że nie dożyje do rana. Postanowiła spisać dla mnie i dla synków swoją listę życzeń. Skończyła ją pisać o czwartej nad ranem”.

testament mamy

Prosta, szczera opowieść męża Kate jest jak dziennik. Dobrze spisany, autentyczny i optymistyczny zarazem. Daje otuchę. Pokazuje jak poradzić sobie z bólem i osamotnieniem.

Tymi słowami opisana jest treść książki Testament mamy, której autorem i głównym bohaterem jest St John Greene. By jednak przekonać się, z jaką siłą cierpienia i jednocześnie wolą walki o powrót do normalnego życia zmaga się Singe koniecznie trzeba ją przeczytać.

Łzy strumieniami popłynęły już na początku Prologu i nie przestały płynąć dopóki, jeszcze tego samego wieczoru, nie przeczytałam Epilogu.

Testament mamy obrazuje ból, który przeżywała Katie tworząc Listę Mamy ze świadomością, że lada chwila odejdzie i nie będzie mogła uczestniczyć w wychowywaniu malutkich przecież jeszcze dzieci. Dzieci, których tak bardzo pragnęła przez wiele lat.

Pomimo doskonałej formy i stylu, nie sposób sobie wyobrazić jak ciężko było patrzeć mężowi umierającej Katie i ojcu kilkuletnich chłopców, na to jak niesprawiedliwy los bez przerwy ich doświadcza.

Jednak obawy o stratę jednego syna, później walka z chorobą Katie, nawet na chwilę nie przyćmiewają chęci życia i realizowania własnych marzeń.

Lista Mamy okazała się być przemyślanym sposobem na wyciągnięcie męża z żałoby, uświadomienie mu, że jego życie wciąż trwa, mimo, że dla niej dobiegło już końca, że ma dwóch wspaniałych synów, którym teraz musi zastąpić mamę i tatę.

Katie chciała, by o niej pamiętali, by czuli jej obecność, ale też pragnęła, by jak najszybciej zaczęli żyć normalnie, jeśli w ogóle w obliczu podobnej tragedii można mówić o normalności.

Realizowanie kolejnych punktów z listy pozwala Singowi skupić się na planach i na dzieciach, żałobie i rozpaczy pozostawiając tylko wieczorne psikanie poduszki perfumami Katie i płakanie w ukryciu.

Książki „Testament mamy” nie można nawet nazwać wzruszającą, ponieważ momentami wywoływała we mnie ataki płaczu, zmuszające mnie do przerwania czytania i przetarcia łez, które utrudniały widzenie tekstu. Książka oczywiście nie jest dla każdego, bo nie każdy lubi popadać w stany depresyjne powodowane niesprawiedliwością losu, jednak warto zastanowić się nad tym, co sami byśmy czuli w obliczu śmierci.

Moim zdaniem to doskonały poradnik pokazujący ile dobrego może zdziałać kilka zwyczajnych słów pozostawionych tym, których kochamy i choć nie złagodzą one cierpienia, na pewno pomogą przetrwać najtrudniejszy okres.

 

Autor recenzji: blogerka ssHaDee (sshadee.uchwycone-chwile.pl)

Polub i udostępnij:

author-avatar

Zachęcamy do kontaktu wspolpraca@vitwoman.pl

Brak komentarzy do "„Testament mamy” St John Greene – czy warto przeczytać?"

    Skomentuj

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Facebook

    Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress